DRAKKAR

Szkutnictwo

Modernizacje jachtów 

 MacGregor  I   (fot. "Stylowy dom")

Aktywny wypoczynek pod żaglami jest sposobem na odreagowanie stresów codziennej pracy. Wybierają go najczęściej osoby, których urlop powinien być całkowitym oderwaniem się od ustalonego trybu zajęć, jak również osoby, dla których żeglowanie jest sposobem i treścią życia.  Jachty spotykane na wodzie generalnie można podzielić na te, które zostały wykończone przez stocznie i na te, które wykańczali sami armatorzy lub na ich zlecenie szkutnicy.  W jednostkach „stoczniowych” zabudowa wykonana została z laminatu – obniża to koszty, ułatwia i przyspiesza montaż jachtu. Daje to więc w efekcie jacht, na którym spokojnie można pływać i w miarę wygodnie mieszkać. Te cechy zabudowy oraz łatwość utrzymania jachtu w czystości stanowią zalety, z których chętnie korzystają firmy czarterujące przy wyborze sposobu zabudowy. Jednak po spędzeniu kilku dni na nim wraz z rodziną żeglarze dochodzą do wniosku, że kambuz mógłby wyglądać trochę inaczej, jaskółki mogłyby mieć inny kształt, głębokość i może coś jeszcze można byłoby zmienić...

Drugą grupę stanowią jachty, gdzie możliwa jest, z zachowaniem wymogów konstrukcyjnych, duża dowolność zabudowy jachtu. Armator może dowolnie zadecydować o kształcie i wielkości kambuza, wielkości jaskółek, czy też ich kształcie. Stąd też każdy taki jacht jest jedyny w swoim rodzaju – nie ma bowiem drugiego takiego samego. Dodanie zabudowy drewnianej i wprowadzenie udogodnień w jachcie gotowym jest w pewien sposób wyzwaniem dla szkutnika. Elementy wprowadzane do muszą być demontowalne, aby ułatwić później dostęp do okuć na pokładzie, krawędzie muszą być wręcz idealnym odwzorowaniem krzywizny burt (wklejek laminatowych) a montaż jest ćwiczeniem cierpliwości wykonawcy. Znając trudności związane z tego typu modernizacją szkutnicy nie palą się do nich – prościej jest zabudować gołe skorupy jachtu niż dopasować się do kształtów i krzywizn już istniejących.  Przykładem rozwiązania tego problemu może być prezentowany przez nas jacht, sprowadzony z zagranicy i wykończony w podwarszawskim warsztacie szkutniczym.  

Opisywana konstrukcja to nietypowy na naszych wodach jacht typu McGregor, o długości 8,40 m, szerokości 2,50 m i wysokości stania w kabinie – 1,80 m. Armator zdecydował się na sprowadzenie jachtu z USA z uwagi na jego wszechstronność. Obrotowy miecz gwarantuje nie wielkie zanurzenie – około 20 cm (stanowi to duży plus na śródlądziu), umieszczony w podwójnym dnie balast wodny zapewnia stateczność będącą podstawą  bezpieczeństwa na wodach otwartych. Płaskie dno i mocny silnik – 50 KM, mogą sprawić, że jacht ten płynął będzie w ślizgu, po wypompowaniu balastu, ciągnąc za sobą amatora nart wodnych. Jacht zabudowany został w stoczni wklejkami z laminatu. Znalazła się tam podwójna koja pod wanną kokpitu, jedna pojedyncza koja na lewej burcie i podwójna koja, powstająca po opuszczeniu laminowanego stołu. Po jednym sezonie z rodziną i znajomymi na WJM armator podjął decyzję o zmianie, w miarę możliwości, zabudowy jachtu.

Największą widoczną zmianą było dodanie przestrzeni pakunkowej. Stąd w części dziobowej, pod forpikiem, zamontowana została duża, wygodna szafa na ubrania. Jest na tyle duża, że swobodnie mieści się w niej pościel z koi dziobowej. Niewygodne plastikowe oparcia, montowane na burtach, wymienione zostały na jaskółki, których kształt podporządkowany został wymaganiom ergonomii. Nie są może tak „pojemne”, ale spełniają swoje zadanie – rzeczy potrzebne i nie można szybko pochować. W szafce narożnej, schowanej za ścianką kabiny sanitarnej, znalazło się miejsce na radio. Aby ograniczyć straty po ewentualnym włamaniu do jachtu, zainstalowano demontowalne radio samochodowe wraz z kieszenią. W dbałości o jakość dźwięku zamontowano specjalne głośniki jachtowe, odporne na działanie wilgoci. Dwa z nich zamontowano w kabinie, dwa kolejne w kokpicie.   Rozplanowanie wnętrza kabiny przemyślane zostało od nowa. Teraz może w niej spać 6 osób. Na pilersie zamontowany został stół o dość nietypowej konstrukcji – może być on opuszczany, podnoszony, składany częściowo lub w całości. W zależności od potrzeb mamy więc wygodne miejsce posiłków lub też dwie podwójne, wygodne koje.   

Sam kambuz uległ również zmianie. Do pierwotnej zabudowy dodano dużą, wygodną szafkę na naczynia (wiązało się to z częściowym wycięciem wklejki pod kuchnią). Dopasowane zostało lico, które wniosło więcej ciepła do części kambuzowej kabiny i przypomniało żeglarzom  będącym na jachcie o starych trendach zabudowy, kiedy to królował mahoń i dąb. Ustawienie talerzy i kubków podyktował armator, szkutnik musiał więc wykonać konkretne pojemniki z uwzględnieniem wielkości i kształtu naczyń. Nie ma więc niebezpieczeństwa, że w czasie pływania w kambuzie porządek zrobi się sam. Poprawiono też ergonomię samego miejsca przyrządzania posiłków – wszystkie niezbędne rzeczy są bowiem pod ręką. Pojawił się też nowy ważny element wyposażenia – barek. I tak jak reszta rzeczy jego zawartość jest łatwo dostępna.  Zabudowę drewnianą wykonano ze sklejki wodoodpornej, fornirowanej sosną o drobnych słojach.  

 W dbałości o styl żeglarski wykończenie krawędzi jaskółek i szafek wykonane zostało z mahoniu. Aby zabezpieczyć drewno przed wpływem wilgoci zostało ono bardzo dokładnie polakierowane. W „ostatnim” momencie armator zmienił kolor zabudowy – całość polakierowana została lakierem barwiącym w kolorze jasnego dębu, co podkreśliło linię zabudowy.  To co zmieniło się we wnętrzu jachtu widać na pierwszy rzut oka, dodatkowo dla wygody, pod kojami w bakistach, zamontowano szereg pomp i dwa zbiorniki ze stali kwasoodpornej. Pierwsza z nich przeznaczona jest do czerpania wody zaburtowej do kambuza. Druga, zainstalowana przy zbiorniku ze stali kwasoodpornej na wodę pitną obsługuje kran wody pitnej w kambuzie i prysznic w kabinie sanitarnej ( wlew do zbiornika umieszczony jest na pokładzie).

To co zmieniło się we wnętrzu jachtu widać na pierwszy rzut oka, dodatkowo dla wygody, pod kojami w bakistach, zamontowano szereg pomp i dwa zbiorniki ze stali kwasoodpornej. Pierwsza z nich przeznaczona jest do czerpania wody zaburtowej do kambuza. Druga, zainstalowana przy zbiorniku ze stali kwasoodpornej na wodę pitną obsługuje kran wody pitnej w kambuzie i prysznic w kabinie sanitarnej ( wlew do zbiornika umieszczony jest na pokładzie). W kabinie sanitarnej zamontowano pompę, która włącza się samoczynnie w chwili, gdy poziom wody przekroczy 5 cm. Kabina sanitarna wykonana została w całości z laminatu, co stanowi duże ułatwienie w utrzymaniu czystości i zapewnia szczelność tego pomieszczenia. Jacht ten wyposażony jest również w pompę zęzową (działającą na podobnej zasadzie jak w kabinie sanitarnej) oraz specjalny zbiornik ze stali kwasoodpornej na nieczystości. Ta dbałość o ekologię przydać się może w portach na zachodzie, gdzie tego typu urządzenia dostępne są na kei – u nas niestety nie ma ich w portach. Dla wygody instalacja do wypompowania nieczystości zainstalowana została na pokład.

Pokład jachtu nie przypomina też już jachtu stoczniowego. Pojawiły się tam bowiem wygodna, składana drabinka dziobowa ze stali kwasoodpornej i stolik, montowany na słupku koła sterowego. Stolik wykonano z tworzywa sztucznego, mogą przy nim biesiadować cztery osoby. Cała obsługa jachtu sprowadzona została do kokpitu, na stole jest też busola i podręczny pojemnik na dwie puszki. W kolumnie koła sterowego ukryty został prysznic na wodę zaburtową (zasilany jest on odrębną pompą) służy on zarówno załodze do kąpieli jak i w utrzymaniu jachtu w czystości.

            Poprowadzenie instalacji elektrycznej i wodnej, w jachcie z wklejkami, kiedy nie można ich ukryć pod zabudową, musi być poprowadzone w nowo montowanych elementach tak aby nie były widoczne dla osób przebywających w kabinie.   

   Warto zatem zastanowić się, czy nie lepiej pomyśleć o wykończeniu jachtu od razu u szkutnika. Uzyskamy wtedy niepowtarzalne  wnętrze, którego architektem był sam armator. Takie postępowanie przyspieszyłoby osiągnięcie zamierzonego efektu – wygodnego mieszkania na wodzie.

 

MacGregor II (fot. DRAKKAR)

Prezentowany kambuz jachtu MacGregor powstał na życzenie armatora, którego celem było ocieplenie zimnego, laminatowego wnętrza zabudową mahoniową.

Założeniem było: stworzenie wygodnego miejsca do spożywania posiłków dla minimum dwóch osób, wygodny zlew i kuchenka, obsługiwane z jednego miejsca. Najczęściej używane naczynia miały być zawsze „pod ręką”, bez zbędnego sięgania do szafek. Te z pozoru proste do spełnienia warunki wcale nie były łatwe do rozwiązania. A jednak udało się! Modernizację rozpocząłem od demontażu kabiny sanitarnej, której ściana tworzyła gródź zamykającą optycznie przestrzeń kabiny. Postawiłem półgródź za typowym jednokomorowym zlewem kuchennym. Na niej zamontowałem podręczną półkę na talerze, szklanki i kubki. Obok zmieściło się bezpieczne „mieszkanko” na noże. Standardowy zlew z ociekaczem umożliwił mi usytuowanie dwupalnikowej kuchenki gazowej w miejscu blatu.  Jednocześnie woda z nie wytartych kubków i talerzy skapuje na stalowy element.

 Po wymontowaniu starej, nie użytecznej termy jachtowej powstała przestrzeń, którą wykorzystałem na zbudowanie dwóch szaf: małej na drobiazgi kuchenne pod zlewem i obszernej pod kuchenką na garnki i zapasy spożywcze. Pojedynczy kran zapewnia dostęp czystej wody z dwustu litrowego zbiornika schowanego pod koją dziobową – polepsza to jednocześnie trym jachtu. Mało estetyczną, szybrową skrzynię mieczową obudowałem drewnem. Pozwoliło to na optyczne zamknięcie segmentu kuchennego wraz z jaskółką nadkuchenną, którą udało się uzyskać po wycięciu ścianki wklejki sufitowej. Otwartość kambuza współgra z założeniem podnoszonego dachu kabiny, co podkreśla optycznie uzyskaną przestrzeń na jachcie.Wprowadzenie z pozoru tak nie wielkich korekt w zabudowie – nie zmieniono usytuowania kambuza, podziału funkcji w kabinie, przyniosło w efekcie całkowicie odmienny odbiór estetycznym wnętrza. Laminatowa, powtarzalna zabudowa zastąpiona została ciepłym dla oka drewnem i w 100% oryginalną koncepcją aranżacji przestrzeni kabiny.

Założenia postawione przez armatora zostały spełnione; jedyną niedogodnością obsługiwania kambuza jest siedzenie do niego bokiem i brak możliwości pracy na stojąco.

 

Tomasz Skawiński; Warszawa tel. 0603-779-436; e-mail